Spider-Man Online Forum. Komiksy. Figurki: Twórczosc - Spider-Man Online Forum. Komiksy. Figurki

Skocz do zawartości

  • 8 stron +
  • 1
  • 2
  • 3
  • Ostatnia »
  • You cannot start a new topic
  • You cannot reply to this topic

Twórczosc Piszesz, rysujesz? Show us!

#1 Użytkownik nie jest zalogowany   [email protected] 

  • Nowicjusz
  • Pip
  • Grupa: Banned
  • Postów 4
  • Rejestracja: Wed, 24 Aug 05

Napisano 25 August 2005 - 13:20

To miejsce w którym mozecie pochwalic sie swoja twórczoscia. Nie tylko o spidermanie. :)

Zmienilem nazwe na "Twórczosc" co by nie bylo tylko opowiadaniach... - Crovboy BeBop
Wielka czwórka: Dire Straits,Genesis, Simply Red,ELO
0

#2 Użytkownik nie jest zalogowany   [email protected] 

  • Nowicjusz
  • Pip
  • Grupa: Banned
  • Postów 4
  • Rejestracja: Wed, 24 Aug 05

Napisano 25 August 2005 - 14:49

Dla zachety najpierw moje skromne opowiadanko. Które mozecie tez podziwiac na stronie Avalon :P . Mam nadzieje ze to forum znów sie rozrusza.


Deadpool & Jack
Murder part 1
Padal deszcz,krople uderzaly o peleryne. Jack Fisher naciagnal na glowe kaptur i kichnal porzadnie.
-To nie ma sensu.-powiedzial smetnie-siedzimy tu juz od godziny. A ten Kelly nie wychodzi,zaszyl sie tam z tymi panienkami. Musimy sie tam dostac i zrobic im zdjecia.-wyjal z kieszeni niewielki aparat cyfrowy.-Bedzie mial niespodzianke,kiedy jego zona pokaze te zdjecia na sprawie rozwodowej. Co nie?-odwrócil glowe-Hej Deadpool.
Czerwona postac wynurzyla sie z mroku.
-Obszedlem zabezpieczenia przy bramie szefuniu,droga wolna.
-Tak?
-Latwizna,stara technologia-Wade machnal reka.
-Dziwne. Kogos stac na wille,a nie zabezpiecza jej porzadnie.
Okrazyli ogrodzenie i staneli przed brama. Wlasciwie jej resztkami.
-Chmm. Czy mi sie wydaje czy jeszcze niedawno nie byla tak poskrecana i dziurawa?A no i nie lezala na trawniku.
-Przeciez mówilem, ze poradzilem sobie z zabezpieczeniami-Deadpool przeszedl po kupie zelaza
-Tylko ze myslalem ze .... jakby to powiedziec ... w bardziej subtelny sposób.
-Nie rozumiem-Wade zatrzymal sie i spojrzal zaskoczony na oblicze Fishera.
-No wiesz ,te rózne kabelki ,który przeciac i tak dalej.
-To wszystko kwestia doboru sztuki.-wyjasnil i ruszyl w kierunku duzego,eleganckiego budynku. Za nim poczlapal Fisher.
-Dziwne ze nie ma tu psów.
-A kto powiedzial ze nie ma-odparl Wade
Jak na zawolanie odezwaly sie szczekania. Przed nimi wyrosla gromadka dobermanów.
-Jakie ladne pieski-
-Zwariowales .... to potwory.-Jack skulil sie.-Zrób cos.
-Przesadzasz to grzeczne pieski-jeden z dobermanów wyszczerzyl zólte kly.-Dobrze wytresowane i ...
-To mordercy.-syknal Jack powoli sie wycofujac.
-Nerwowy jestes-Deadpool wyciagnal reke zeby poglaskac najblizszego psa. Ten wgryzl mu sie w nia. A za sekunde Wade lezal pod klebowiskiem psów. Fisher rzucil sie do ucieczki , uslyszal jeszcze zduszony krzyk Deadpoola :
-Nie biegnij,psy zawsze atakuja uciekajacych!
Jednak nie przejal sie tym,dobiegl do drzewa i goraczkowe zaczal sie na nie wspinac. Posród lisci zauwazyl jakis
ciemny ksztalt. Blysnela naga klinga noza. Jack wrzasnal i spadl, zderzyl sie z wilgotnym trawnikiem. Obok niego przefrunal pies ,a za chwile drugi. Zaskoczony zobaczyl reszte uciekajacych dobermanów.
-Grzeczne pieski!-Deadpool chwial sie lekko. Caly strój mial w strzepach.
-Ktos siedzi na drzewie-Jack zlapal Wade za ramie-Musisz to sprawdzic.
-Jasne maly-Wskoczyl na drzewo i zaraz wyladowal na dole-Nikogo tam nie ma. Przewidzialo ci sie.
-Akurat,widzialem, mial bron.
-Ja ci wierze,ale czy twój psychiatra tez?
ZnaleĽli sie pod oknem willi. Dobiegaly za niego odglosy dobrej zabawy.
-PodsadÄ˝ mnie,to zrobie fotki.
-Ty tu rzadzisz.
Jack wspial sie na partnera. Przylozyl aparat do oka. W srodku maz Diany Kelly siedzial w duzym jacuzzi otoczony spora grupa pan.
-Mam cie-Jack nacisnal przycisk. Jednoczesnie na klatce piersiowej Kellego zakwitla czerwona plama. Podniosly sie krzyki.
-Co tam sie dzieje?
Jack zeskoczyl na trawnik.
-Sadze ze ktos zabil wlasnie Kellego.-stwierdzil Fisher i nieufnie spojrzal na swój aparat.
-Mozemy czuc sie wyróznieni mamy ostatnie zdjecie zywego Martina Kellego.
-Kiepsko na nim wyszedl.-zawyrokowal Jack.-A teraz spadamy....

****
W pokoju unosil sie zapach swiezo parzonej kawy. Sierzant Stevens schowal notatnik do kieszeni.
-To wszystko,przynajmniej na razie. Do widzenia.
Zamknal drzwi i zszedl do hallu kreconymi schodami. Wlasnie ktos do dobijal sie do glównych drzwi. Krzyczac przy tym glosno.
-To miala byc czysta i latwa sprawa!
-Byla latwa,musisz przyznac krótka ,ale latwa.
-To nie jest smieszne Wade,zginal czlowiek!
-No przynajmniej na pierwszy rzut oka.
Zaciekawiony Stevens otworzyl drzwi.
-My do ....-Jack urwal-a to pan sierzancie Stevens.-wyszczerzyl zeby w usmiechu.
-Witaj Jack. Ciagle branza prywatna?
-Tak,tak .... jak najbardziej.
-To twój wspólnik?-sierzant spojrzal uwaznie na Deadpoola.
-Pracujemy od niedawna razem.
-Fajne wdzianko.
-Dzieki,staram sie-odpowiedzial Wade.-Wszyscy mi mówia,ze w czerwonym mi do twarzy.
-A pan sierzancie co tu porabia?-zapytal Fisher
-¦ledztwo mój mlody-Stevens wyprostowal sie dumnie-Zabójstwo.
-O!Zabójstwo powazna sprawa-wtracil Deadpool-co nie Jack?
-O tak.-przytaknal-Ale my w zupelnie innej sprawie.
-Calkowicie innej-podkreslil Deadpool-Zabójstwa to nie nasza branza.
Diane Kelly zastali w salonie. Siedzac na sofie,co chwile ocierala oczy chusteczka.
-Nie potrzebuje juz tych zdjec-stwierdzila na ich widok.
Jack odchrzaknal.
-Zdajemy sobie z tego sprawe-stwierdzil Wade.
-Wiec czego chcecie?
-Pomyslalem sobie-zaczal Jack
-Ze to ja-Diana usmiechnela sie.-Mialam przeciez idealny motyw.
-Zgadza sie-Wade doskoczyl do niej-Fakty swiadcza przeciw pani,lepiej niech sie pani przyzna od razu.
-Niech pani nie zwraca na niego uwage-szepnal przestraszony Jack-Jest nowy.
Diana wstala.
-Wynoscie sie z mojego domu!-zamachala chusteczka-to oburzajace,nie dostaniecie ode mnie ani grosza.
-A wiec nie przyznaje sie pani?-zapytal Wade.
-Wynoscie sie!-
-W takim razie,czas uzyc sztuki-sciagnal z pleców katane.-A teraz ?
-Co wy robicie?-zaczela cofac sie powoli do tylu.
-Wade uspokój sie!-Jack stanal przed nim.-Zwariowales?
Szyby eksplodowaly i do pomieszczenia wpadlo siedmiu ubranych w czarne stroje mezczyzn.
-O w morde,to no po nas, i na co mi to bylo?
-Nie panikuj szefuniu,porozmawiam z tymi ludÄ˝mi-Wade skoczyl w powietrze i odcial jednemu glowe. Wyladowal po srodku szóstki mezczyzn.
-Tak bez broni panowie?-rzucil.
-Przyszlismy po Martina Kellego-powiedzial mezczyzna z dodatkowa,wyrózniajaca go opaska na czole.
-Proponuje udanie sie do kostnicy,bedzie szybciej-w reku Wada pojawil sie pistolet.-Zalatwie wam szybki transport.
-Chcesz powiedziec ze on nie zyje?-w glosie czlowieka z opaska czuc bylo rozczarowanie.
-Tak ..... dokladnie to-wystekal Jack ze swojego miejsca,tym razem zza pleców Diany.
-W takiej sytuacji przepraszamy-mezczyzna sklonil sie.-Pozwolicie ze zabierzemy swojego kolege?
Deadpool spojrzal na trupa lezacego u jego stóp.
-Ja nie mam nic przeciwko-odpowiedzial.-A wy?- zwrócil sie do Diany i Fishera.
****

Znów padalo,deszcz chlostal dwójke postaci siedzacych na lawce w parku.
-Tak jak bylo w umowie 30 tysiecy?
-Tak,to byla przyjemnosc pracowac dla pana.


****
Strugi deszczu opadaly tez na Wade,który badal teren wokól wysokiego drzewa.
-Ta postac ,widzialem ja,byla na galezi.-Jack metodycznie przeszukiwal trawnik.-To byl morderca,ale nawet jesli zostawil jakies slady,to wszystko zmyl deszcz.
-Ale znalazlem to-Wade wstal,na jego otwartej dloni lezal sztylet.-Otwieracz do konserw.
-I niby co nam to daje.
-Wiem kto jest naszym mordercom-Wade schowal sztylet za pas.-Idziemy na kolacyjke
****
Drzwi opadly na podloge z hukiem. Deadpool wszedl do pustego pomieszczenia restauracji. Bylo tu brudno i cicho.
-Co to za miejsce?-zapytal Fisher podejrzliwie rozgladajac sie wokolo
-Restauracja „Pod zlamanym jelitem”-wyjasnil Deadpool.-Ulubione miejsce spotkan morderców i najemników.
-Acha!
-Witam mojego ulubionego najemnika.-W polu ich widzenia pojawil sie lysy jak kolano ,niski czlowieczek.
Deadpool zlapal go za kolnierz i podniósl do góry.
-Do kogo nalezy ten sztylet-w jego rece blysnal znaleziony przedmiot.
-Nie wiem-wymamrotal mezczyzna-Na pewno nie do mnie.
-Do kogo?-powtórzyl Deadpool. Odrzucil sztylet ,w jego reku pojawil sie pistolet z tlumikiem.-Wiesz ze jestem nerwowy?
-Mac'Gnat-jeknal lysol.-Tak wszyscy na niego mówia.
-Gdzie moge go spotkac?
-Tu jestem-powiedzial glos z tylu.-Szukacie mnie?

Ciag dalszy nastapi ....



Murder part 2
Jack odwrócil sie gwaltownie. Za nimi stal dziwny osobnik .Dlugie wlosy spiete mial w kitke. Twarz ogorzala od slonca. No i wielki zakrzywiony miecz na plecach. Deadpool rzucil lysym mezczyzna na podloge.
-Mac'Gnat ?
-Dla przyjaciól Mac'Gnat,póki co nie zaliczasz sie do nich.
-Mam dziwne wrazenie,ze tak pozostanie-mruknal Jack.-Chyba powinnismy zadzwonic na policje?
-Jak chcesz-Wade wyciagnal katane.-Ty tu rzadzisz szefuniu
-Dokladnie.-Mac'Gnat siegnal po zakrzywiony miecz.
-Eeee .... panowie-wtracil Fisher.-Po co te nerwy,wyjasnimy sprawe na komisariacie .Przez caly rok bylem policjantem,wiec znam regulamin...
-Zamknij sie!
-Zamknij sie!
-Jak chcecie-Jack padl na podloge obok wlasciciela lokalu.
-Moze maly zakladzik,kto wygra twoim zdaniem?
-Nie wiem.-steknal Jack.-Mam nadzieje ze nasi.
-Acha.
Mac'Gnat i Deadpool powoli zaczeli krazyc wokól siebie.
-Zabójca Martina Kellego,prosze ,prosze,mój pierwszy detektywistyczny sukces.
-Nie zabilem zadnego Martina Kellego,idioto!
-Jakos ci nie wierze.
Ich miecze spotkaly sie w powietrzu. Kazdy cios byl odparowywany. Trwalo to z dwie minuty. W koncu Wade wskoczyl na stól i wyjal granat.
-Teraz sie pobawimy.
Mac'Gnat siegnal do paska i odpial granat.
-Tak pobawimy sie.
Jack zerwal sie z podlogi.
-Dosyc tego!Mac'Gnat miales zlecenie na Kellego?
-Nie,pierwsze slysze.
-Widzisz Wade,odlóz bron,pan tak samo.
Obaj najemnicy spojrzeli na siebie podejrzliwie.
-No dalej chlopcy ....... badĽcie grzeczni i posluchajcie wujka Fishera.
Spelnili jego prosbe.
-Bardzo grzecznie,a teraz jak ten sztylet znalazl sie miejscu zbrodni?
-To sztylet mojej siostry Mac'Penelopy
-To ona jest morderczynia!-krzyknal Deadpool.-Rozwiazalismy sprawe.
-No nie wiem ,a tak w ogóle,to bylismy wynajeci do sledzenia Kellego, a nie szukani jego mordercy.
-Sprawdzimy ta Mac'Penelope ,zaprowadzisz nas do niej-Wade wyciagnal palec w strone Mac'Gnata.
-Mieszka w tym budynku-uslyszeli zduszony glos z dolu.-Wynajmuje jej pokój na górze. Chyba jest u siebie.
Wszyscy ruszyli na góre do jej pokoju.
-Pozwól Wade,ze tym razem ja to zalatwie-powiedzial Jack i zapukal.
Otworzyla im mloda dziewczyna w bieliĽnie. Dlugie,jasne wlosy opadaly jej na ramiona.
-Slucham?
-Panna ..... Mac'Penelope?-zapytal Jack.
-Tak ... o odwiedzil mnie mój slynny brat-dodala.
-No wreszcie-Wade wyciagnal katane.
-Poczekaj!-Fisher gwaltownie zamachnal rekoma.-Czy ten sztylet nalezy do pani?
Zmarszczyla brwi.
-Tak,jest mój. A o co chodzi?
-No widzisz-powiedzial zadowolony Wade.-Tym razem sie zgadza.
-I miala go pani wczoraj w nocy?-zapytal zrozpaczony Jack.
-No,nie.
-Ze co?!-Wade skamienial.
-Wieczorem dalam go mojemu narzeczonemu. Czy cos sie stalo?
Jack westchnal glosno.
****
-Tu mieszka?-zapytal Mac'Gnat siostre.
-Zgadza sie ... zapukam.
-Nie!-wrzasnal Wade. Dopadl do drzwi i je wywarzyl.-Mam tego dosyc!
-Kto wy?-z pokoju wyskoczyl mlody chlopak.
Deadpool jednym ciosem poslal go na podloge.
-Miales w wczoraj w nocy ten sztylet?-zapytal podejrzliwie Mac'Gnat.
-Tak,to mial byc prezent dla wujka...
-Mamy go!-Wade sciagnal katane.-To on!
-... ale przyszedl sasiad i potrzebowal na gwalt czegos cennego do zastawienia,znam go bardzo dobrze,to poratowalem chlopa. A ten sztylet jest cenny,obiecal wykupic go za dwa dni .... wiec....
-Gdzie mieszka?-zapytala Penelope
-Na górze pod siódemka,a o co chodzi?
-Idziemy-mruknal Jack
****

Po raz kolejny drwi zostaly wywarzone przez Deadpoola.
-Ekstra-powiedzial narzeczony Penelope Tom
W mieszkaniu nie bylo zadnych mebli,stalo puste.
-Tez mnie to czeka.-stwierdzil Jack.-Mam zle przeczucia,jesli chodzi o moja agencje detektywistyczna.
Deadpool machnal reka.
-Jestesmy na tropie mordercy,krag sie zaweza.
-W tym domu mieszka pietnascie osób.-zauwazyl lysy.-Troche wam jeszcze zostalo. A no i jak na razie jestescie mi winny za troje drzwi.
-Doprawdy?-Fisher podrapal sie po glowie
-Koszta prawdy-zawyrokowal Wade.
-Nikogo tu nie ma-Mac'Gnat rozlozyl rece.-Co robimy dalej?
-Niczego tu nie ma-wtracil Jack.
-Mam slad!-uslyszeli glos Wade z lazienki.
Wkroczyli do niej uchowal sie tylko sedes. Deadpool stal nad nia tryumfujaca.
-Spluczka nie dziala-oglosil dumnie-wydedukowalem to.
-znacznie przyblizylo nas to do rozwiazania sprawy-powiedzial kwasno Jack.
-Sedes nie dziala o tygodnia.
-Podziwiam pana,panie Thum-zwrócil sie Wade do lysego mezczyzny.-Cóz za dedukcja,godna Sherlocka..
-Po prostu jestem wlascicielem tego budynku ... nie?
-A,no tak.-Wade zaczal gladzic brode.-Zaraz chyba mam!-wyrwal sedes z podlogi.-Moze schowal sie pod nim?
-Dolicze do rachunku sprzet sanitarny.-powiedzial wlasciciel kacikiem ust do Fishera. Ten jeknal.
W tym momencie odezwaly sie dÄ˝wieki calkiem sporej orkiestry detej. Która zreszta wkroczyla do lazienki, a za nia...
-Martin Kelly?!-krzykneli razem Jack i Wade.
-Martin Kelly?!-powtórzyla reszta.
Bogacz rozesmial sie serdecznie.
-Nabralem was,co roku finguje wlasna smierc na kilka dni. Mówie wam kupa smiechu.-poklepal Wade przyjaÄ˝nie po ramieniu.-Wiedzialem ze mnie sledzicie,od razu zauwazylem ze macie talent. I z wami to dopiero beda jaja.
-Ale ten sztylet i w ogóle?
-Drodzy przyjaciele zawsze wciagam do zabawy kostnice,a tym razem równiez sasiada pana Toma. I grupe amatorskich ninja ...
-Zabilem jednego-wtracil Wade.
-No Cóz jak sie bawic, to sie bawic-Kelly zasmial sie.
-Powiedz to tamtemu-Thum patrzyl przerazony na wyrwany sedes,wciaz sciskany w reku przez Deadpoola.
-Oczywiscie,zaplace za wszystkie szkody-szybko powiedzial Kelly.-I wam tez moi detektywi nalezy sie solidna zaplata. A tak przy okazji wiecie ze sama orkiestra kosztowala mnie trzydziesci dolarów?
-Rozwiazalismy pierwsza sprawe-Wade wprost emanowal duma.-A ty bales sie mnie przyjac na wspólnika?
-Wciaz sie boje- Odparowal Jack.

Koniec.

Na razie.
Wielka czwórka: Dire Straits,Genesis, Simply Red,ELO
0

#3 Użytkownik nie jest zalogowany   [email protected] 

  • Nowicjusz
  • Pip
  • Grupa: Banned
  • Postów 4
  • Rejestracja: Wed, 24 Aug 05

Napisano 25 August 2005 - 14:50

Deadpool & Jack


BLACK MIRROR part 1

Jack Fisher ziewnal przeciagle. Wlasnie byl po niezbyt wygodnej nocy,spedzil ja na blacie swojego biurka. Przetarl oczy i nalozyl okulary w drucianej oprawce. Gabinet wyostrzyl sie. Choc trzeba przyznac,nie poprawilo to znaczaco jego skapego wyposazenia. Drzwi otworzyly sie i wszedl Deadpool.
-Poczta-oznajmil rzucajac na biurko plik kopert.
Fisher przejrzal je szybko. Same rachunki oprócz jednej koperty.
-Niejaki William Stone napisal do nas.
-Klawo-Wade zwalil sie ciezko na pobliski fotel.-Czytaj.
Jack przelecial oczami po liscie i podal go wspólnikowi.
-Sam czytaj.

****
Padalo. Wycieraczki pracowaly nie zmordowanie. Jack zaciskal mocno dlonie na kierownicy. Obok Wade zajadal chrupki.
-Posluchaj Wade-zaczal wreszcie.-Nie chce cie zniechecic,ale nasza sytuacja nie jest najlepsza. Potrzebujemy pieniedzy,przynajmniej ja potrzebuje...
-Proponujesz mi podwyzke?
-Nie. Chce zebys wzial sie do roboty. A nie tylko grozil ludziom bronia.
-Ty tu rzadzisz szefie.
-Od teraz pelny profesjonalizm.
Samochód minal uchylone wierzeje bramy. Przed nimi wyrosnela stara posiadlosc. Po jej bokach,widnialy strzeliste wieze. Budynek byl zaniedbany. W wielu miejscach odpadal tynk. Detektywi wygramolili sie z wozu.
-Kawal chalupy-stwierdzil Wade
-To zabytek.
-Jak cholera!
Podeszli do lukowatych drzwi. Jack niepewnie szarpnal za kolatke. Po chwili zza drwi,wychylil sie zasuszony staruszek.
-Slucham-zaintonowal przeciagle.
Jack podal mu wizytówke.
-Agencja detektywistyczna Jack & Deadpool-przeczytal lokaj
-Zgada sie to my-Deadpool klasnal w rece.-Najtansi i najszybsi.
-Panienka oczekuje panów w salonie.
Wystrój wnetrza budynku mozna by nazwac gotyckim. Ze scian spogladaly,jak sie domyslil Jack,przodkowie rodu Stone. Oprócz nich zbroje,tarcze,miecze i inne rzeczy sluzace do robienia bliÄ˝nim krzywdy oraz trofea w postaci dziczyzny. Salon nie róznil sie w niczym od reszty posiadlosci. Lokaj wprowadzil ich do niego.
-Panienko?
Dziewczyna podniosla wzrok znad grubej,starej ksiazki.
-Mozesz odejsc Bates-odparla
Lokaj sklonil sie.
-Wlasnie Bates-pochwycil Deadpool.-Zostaw nas samych. Bedziemy rozmawiac o rzeczach,nie przeznaczonych dla twych uszu.
Dziewczyna rzucila detektywowi zdziwione spojrzenie wstajac z kanapy.
-Jestem Alice Stone-przedstawila sie.
-W takim razie kim jest William Stone?
-To mój ojciec. Jack Fisher nieprawdaz?
-Zgadza sie. A to mój partner Wade Wilson.
-Zabijam, zanim o tym pomysle-pochwalil sie.
-Och,doprawdy?
-To taki zart-Fisher zasmial sie sztucznie.-PrzejdĽmy do meritum,list byl dosc lakoniczny.
-Chodzi o mojego ojca. Od jakiegos czasu zyje w przeswiadczeniu ze ktos pragnie go zmordowac. To bzdura,ale zeby go uspokoic-Alice sciszyla glos.-Wynajelam was. To go uspokoi.Pokrecicie sie troche,poudajecie i dostaniecie pieniadze.
Jack przygryzl warge.
-Wiec to ma byc takie przedstawienie?
-Dokladnie-usmiechnela sie.-¦wietnie sie rozumiemy. Zaprowadze was do gabinetu ojca.
-Alice!
Odwrócili sie. Po schodach schodzil wymuskany brunet pod krawatem. Jego twarz zdobil cieniutki czarny wasik.
-To jest Henry Waren.
Mezczyzna sklonil sie.
-Mój narzeczony-dodala z satysfakcja
-Powaga? -rzucil Wade.
-Jesli sie nie myle to sa to nasi wspaniali detektywi-Waren pogladzil wasa.-Uwazajcie bo jeszcze kogos przez przypadek zlapiecie.
-Niech sie pan nie martwi-odparowal Fisher.-Jestesmy na to przygotowani.
****
William Stone bebnil palcami po mahoniowym biurku. Jack uwaznie go zlustrowal. Jego twarz skladal sie wylacznie ze zmarszczek,mial bujne siwe wlosy,zaczesane do tylu. Kazal odprawic swoja córke,wiec detektywi zostali z nim sami.
Jack ostroznie usiadl w starym fotelu. Wade za to badal niewielka plame na scianie.
-Wiec panie Stone?-zaczac Fisher
William nachylil sie do niego.
-Ktos chce mnie zabic-wyszeptal.-Czuje jak mnie osacza,jest wszedzie. Ostatnio w nocy odwiedzil moja sypialnie. Widzialem jak stal nad moim lózkiem,ale balem sie poruszyc.
-To bardzo ciekawe-Jack poprawil sie w fotelu.
-Nie wiem jak tam sie dostal,zawsze zamykam drzwi ma klucz.
-Okno?
-Moja sypialnia miesci sie w prawym skrzydle,na trzecim pietrze. Ta mozliwosc odpada.
-Tylko pan ma klucz?
-Zadbalem o to-Stone nachylil sie jeszcze blizej.-Czasami slysze ... glosy.
-Glosy!
-Ciszej czlowieku-William rozejrzal sie podejrzliwie dookola.-A ten co robi? -wskazal glowa Deadpoola.
-Bardzo interesujaca plama-stwierdzil Wade.-Przypomina mi bezludna wyspe,palmy,kokosy i dziewczynki w takich fikusnych spódniczkach-wykonal dziwny gest biodrami.
-To zwykly naciek-oburzyl sie Stone.-A mnie ktos zamierza zamordowac. To chyba wazniejsze!
-Dziwne ze do tej pory tego nie zrobil-odezwal sie Jack.-Mial do pana dostep. Co go powstrzymalo od morderstwa w panskiej sypialni?
-Skad mam wiedziec-spojrzal podejrzliwie na Deadpoola,który majstrowal cos przy jego portrecie.-Moze to wariat?
-Kto jeszcze mieszka w tym domu,lub w nim przebywa oprócz panskiej córki,jej narzeczonego i lokaja?
-Czasem odwiedza nas doktor Jonson z miasteczka. I to wszyscy.
-Mam jeszcze jedno pytanie z czego sie panstwo utrzymujecie?
-Prowadze interesy handlowe,ale niedlugo za pewnie przejmie je Henry.
-To wszystko.
Opuscili gabinet i wyszli do dlugiego korytarza.
-Co o tym myslisz?
-Nie wiem-Wade wzruszyl ramionami.-Slyszales jego córke.
-Niby tak ...
-Mam dziwne wrazenie ...
-Tak-Jack spojrzal uwaznie na partnera.
-Moze sie myle. ale ten czlowiek w jego gabinecie na obrazie ... kogos mi przypomina,ale nie wiem kogo-Wilson zlapal sie za glowe.
Fisher spojrzal w sufit i westchnal.
****
W kominku buzowal sie ogien. William grzal nad nim rece.
-Mile ciepelko-westchnal.
Uslyszal cos zza soba. Odwrócil sie ostroznie. Nic,tylko cienie grajace na meblach.
-Uspokój sie staruszku,bo kompletnie zbzikujesz-zwrócil sie znów do ognia.
Jakis wielki cien wyrósl zza nim. Stone zdretwial. Przelknal glosno sline. Poderwal sie na odglos wrzasku i wskoczyl szybko zza sofe.
-NieĽle nie-Wade ogladal sobie dlonie.-Prawie wyskoczyl pan z kapci
-To nie bylo smieszne-Stone otarl czolo
-Wyluzuj stary. Zaopiekuje sie toba.
-To mnie najbardziej przeraza.
****

Biblioteka byla zawalona regalami,siegaly prawie do sufity. Jack przechadzal sie miedzy pólkami. Wiekszosc ksiazek byla bardzo stara. Trudu mozna bylo wsród nich znaleÄ˝c biale kruki.
-Mój ojciec wcale nie jest bibliofilem.
Odwrócil sie. Alice usmiechala sie do niego. I mógl z cala pewnoscia stwierdzic,ze jest piekna. W tej rózowej bluzce i krótkiej spódniczce. Wystrzezyl zeby.
-To wszystko kolekcja mojego dziadka-wyjasnila.-Mial manie na tym punkcie.
-Kazdy ma jakiegos swira
-Tak,chyba tak-zblizyla sie do niego.-Dlaczego sie tym zajmujesz?
-Czym? -nie zrozumial
-Dlaczego masz ta agencje?
-A! -zamachnal reka.-Kiedys byles policjantem,tak jak mój ojciec. Ale chyba sie nie nadawalem.
-Dlaczego?
-Powiedzmy ze odruchowo unikalem roboty papierkowej. Nie chcialem byc kraweznikiem. Wydzial zabójstw i
tak dalej. Nie chcialem byc nikim-odwrócil sie od niej.-Zalozylem wlasna agencje i wyjde na swoje,juz niedlugo bede slawy. Nikt nie bedzie mi mówil co mam robic i co jest sluszne.
Na chwile cofnal sie w przeszlosc. Powrócily obrazy. Krople deszczu uderzajace o chodnik,suchy trzask broni i krew. Potrzasnal glowa. Wrócil do teraÄ˝niejszosci.
-Pójde juz,zamierzam czuwac z Wadem w sypialni twojego ojca.
-Dobrze,niech sie czuje bezpieczny-odgarnela kosmyk wlosów.-A i jeszcze jedno ...
Jack zatrzymal sie w drzwiach.
-Tak?
-pracowales w wydziale zabójstwa. Prawda?
Poslal jej blady usmiech i wyszedl.
****
William wszedl do sporego lózka i przykryl sie az pod brode. Gasnac wczesniej lampke. Zapanowala ciemnosc. Deadpool zaczynal juz drzemac na krzesle. Jack stal przy oknie. Mial stad widok na skapany w nocy ogród. Wiatr targal konarami drzew. Zaklal pod nosem. Wtedy uslyszal gwaltowne pukanie do drzwi. Wade chrapnal glosno.
-Co to? -spytal zaniepokojony Stone.
Jack przekrecil klucz w zamku. W progu stala Alice. Na twarzy miala wypisany strach.
-Co sie stalo?
-Bates ... ktos zabil Batesa ...

CDN...

Zapraszam do publikacji swoich wypocin.... :P
Wielka czwórka: Dire Straits,Genesis, Simply Red,ELO
0

#4 Użytkownik nie jest zalogowany   Dengar 

  • Man Without the Fear
  • PipPipPip
  • Grupa: Members
  • Postów 109
  • Rejestracja: Wed, 24 Aug 05

Napisano 25 August 2005 - 15:16

http://www.spider-man.pl/index.php?...fiction/torment



How long can any man figth the darkness before he finds it in himself .... Spider-Man 3
0

#5 Użytkownik nie jest zalogowany   Kurt 

  • Sid
  • PipPipPip
  • Grupa: Members
  • Postów 111
  • Rejestracja: Thu, 25 Aug 05
  • Location:Vault 13
  • Interests:1. OLIVIA<br>2. KKK

Napisano 25 August 2005 - 15:57

@funky
Nawet niezle to opowiadanie, ale wymaga korekty ;]
Jak bedzie bardziej czyste to bedzie sie prezentowac nienajgorzej :P
People coming, People are dying, but it's like that, and that's the way it is!

We are one of a kind, we are the Black Widows. Rebellious insects stigmatised. Yearning for a holy sacrifice. Unmasked divinity, Chaos is the name. Your period has faded, it's over. All you can do now is nothing. Stop the control, and start to surrender. Suffer.

Hate it or love it
0

#6 Użytkownik nie jest zalogowany   [email protected] 

  • Nowicjusz
  • Pip
  • Grupa: Banned
  • Postów 4
  • Rejestracja: Wed, 24 Aug 05

Napisano 25 August 2005 - 16:56

Użytkownik Kurt dnia Aug 25 2005, 16:57 napisał

@funky
Nawet niezle to opowiadanie, ale wymaga korekty ;]
Jak bedzie bardziej czyste to bedzie sie prezentowac nienajgorzej :P

Dzieki. Napisalem to dla siebie. Konkretnie chodzilo o pewien zaklad,ale to nie wazne.
Jesli chodzi o korekte,to tyczy sie to na pewno ortografii i interepunkcji?
Wielka czwórka: Dire Straits,Genesis, Simply Red,ELO
0

#7 Użytkownik nie jest zalogowany   Dengar 

  • Man Without the Fear
  • PipPipPip
  • Grupa: Members
  • Postów 109
  • Rejestracja: Wed, 24 Aug 05

Napisano 27 August 2005 - 16:11

Zygmoont, massz racje. IP obu panów sie zgadza. Wiec co nalezy uczynic?



How long can any man figth the darkness before he finds it in himself .... Spider-Man 3
0

#8 Użytkownik nie jest zalogowany   Dawidos 

  • Lokator SMO
  • PipPipPipPipPip
  • Grupa: Members
  • Postów 1018
  • Rejestracja: Tue, 23 Aug 05
  • Gender:Male
  • Location:Warszawa

Napisano 27 August 2005 - 17:39

Zbanowalem. Ja sie na tym forum nie bede ociagal. IP to samo i oczywiscie mam uwierzyc w to, ze ktos sie wlamal i podszywa, bo jakis super hacker zrobil sobie kaprys, by zniszczyc biednego funky'ego na polskim forum Spider-Mana. Wolne zarty. Usera o pseudonimie kutas zmienilem na usera1, a funky'ego zbanowalem. Powiem jednak, zwalil chlopak sprawe, pisal calkiem opowiadania, a go wzielo na dwie tozsamosci.
<img src="http://www.spider-man.pl/forum/avatars/jesus.jpg" border="0" class="linked-image" />

<i> <!--fonto:Book Antiqua--><span style="font-family:Book Antiqua"><!--/fonto--><!--sizeo:3--><span style="font-size:12pt;line-height:100%"><!--/sizeo-->“This is a faithful saying and worthy of all acceptation. For therefore we both labor and suffer reproach, because we trust in the living God, who is the Savior of all men, specially of those that believe. These things command and teach.”</i>
 Timothy 4:9–11
<!--sizec--></span><!--/sizec--><!--fontc--></span><!--/fontc-->
<i> <!--fonto:Book Antiqua--><span style="font-family:Book Antiqua"><!--/fonto--><!--sizeo:3--><span style="font-size:12pt;line-height:100%"><!--/sizeo-->“For from him and through him and to him are all things. To him be the glory forever! Amen.”</i>
 Romans 11:36
<!--sizec--></span><!--/sizec--><!--fontc--></span><!--/fontc-->
0

#9 Użytkownik nie jest zalogowany   Crov 

  • Stały bywalec
  • PipPipPipPip
  • Grupa: Members
  • Postów 501
  • Rejestracja: Tue, 23 Aug 05

Napisano 27 August 2005 - 17:49

Yup, ja dodam od siebie, ze jezeli pojawi sie znowu jakis cwok bluzgajacy na wszystko i wszystkich to nie bawic sie w Lige Obronców Forum SMO tylko dac znac któremus z modów na gg. (np mi, poniewaz jestem czesto) Poprostu potem jest wiecej do usuwania...

PS Dawid, answer my PM.
0

#10 Użytkownik nie jest zalogowany   Jackson 

  • Lokalny Gunganin
  • PipPipPipPip
  • Grupa: Members
  • Postów 410
  • Rejestracja: Wed, 24 Aug 05
  • Location:Wioska Gungan

Napisano 27 August 2005 - 17:56

Użytkownik Dawidos dnia Aug 27 2005, 20:39 napisał

zwalil chlopak sprawe, pisal calkiem opowiadania, a go wzielo na dwie tozsamosci.

Spider-man tez mial dwie tozsamosci... Za bardzo wczul sie chlopak w fanostwo :P
user posted image
Weso?y ?wir
0

#11 Użytkownik nie jest zalogowany   Trawel 

  • Częsty bywalec
  • PipPipPip
  • Grupa: Members
  • Postów 106
  • Rejestracja: Wed, 24 Aug 05

Napisano 27 August 2005 - 19:41

Użytkownik Dawidos dnia Aug 27 2005, 18:39 napisał

Usera o pseudonimie kutas zmienilem na usera1, a funky'ego zbanowalem. Powiem jednak, zwalil chlopak sprawe, pisal calkiem opowiadania, a go wzielo na dwie tozsamosci.

Kinga tez swojego czasu wzielo na dwie tozsamosci, ale jego nikt za to nie banowal.
Swoja dorga, to jednak naprawde szkoda chlopa, bo fajnie sie to czytalo.
user posted image
0

#12 Użytkownik nie jest zalogowany   Crov 

  • Stały bywalec
  • PipPipPipPip
  • Grupa: Members
  • Postów 501
  • Rejestracja: Tue, 23 Aug 05

Napisano 27 August 2005 - 20:28

Użytkownik Trawel dnia Aug 27 2005, 20:41 napisał

Użytkownik Dawidos dnia Aug 27 2005, 18:39 napisał

Usera o pseudonimie kutas zmienilem na usera1, a funky'ego zbanowalem. Powiem jednak, zwalil chlopak sprawe, pisal calkiem opowiadania, a go wzielo na dwie tozsamosci.

Kinga tez swojego czasu wzielo na dwie tozsamosci, ale jego nikt za to nie banowal.
Swoja dorga, to jednak naprawde szkoda chlopa, bo fajnie sie to czytalo.

King raczej nie bluzgal wszystkich i wszystkiego tak jak drugie ego Funky'ego.
0

#13 Użytkownik nie jest zalogowany   Crov 

  • Stały bywalec
  • PipPipPipPip
  • Grupa: Members
  • Postów 501
  • Rejestracja: Tue, 23 Aug 05

Napisano 28 August 2005 - 23:01

To plakat przypominajacy o tym, ze za 5 miesiecy premiera; slawne skadinad postacie pojawia sie w jednym komiksie, jako jeden gang (takze znany skadinad)... Co miesiac, hmm, siódmego dnia miesiaca bede dawal nowy ryusnek. Dzis pierwszy rysunek, 7 wrzesnia kolejny, potem 7 paÄ˝dziernika i tak dalej... Jezeli komiks skoncze tworzyc wczesniej to poprosostu zamieszcze wszystkie rysunki na raz a potem komiks. :] Napewno po pieciu miesiacach bedzie gotowy. Scenariusz [mój i Jacksona] czytalo bodajze 6 osób. Wszystkim sie podobal (Gamart moze powiedz cos od siebie, powiedz ale nie spoileruj :)) I tyle. Komiks bedzie mial ok 32 strony. Nie jestem pewny bo moze jeszcze bede robil jakies poprawki w scenariuszu ale chyba raczej nie.

Rysunek piekny nie jest i nie mial byc :] Co miesiac przedstawienie jednego bohatera w formie parodii jakiejs znanej komiksowej postaci. :>

Mozna sie smiac, wyklinac - co chcecie. Do wyboru do koloru. Powiem poprostu, ze to nie jest szczyt moich mozliwosci a ich namiastka :D (niedlugo jakis fanart)

Dołączona grafika

PS Nie chce mi sie zakladac tematu o Fan Artach wiec zaraz to przemianuje na Twórczosc jak to bylo na starym forum, bo Ten rysunek nie ma nic wspolnego ze Spider-manem.
0

#14 Użytkownik nie jest zalogowany   Jackson 

  • Lokalny Gunganin
  • PipPipPipPip
  • Grupa: Members
  • Postów 410
  • Rejestracja: Wed, 24 Aug 05
  • Location:Wioska Gungan

Napisano 29 August 2005 - 00:16

Pierwszy epizod kultowej w pewnych kregach mikropowiesci, autorstwa glownie mojego, ale Anor rowniez pozostawil na tym wyrazny slad. Ten epizod pochodzi sprzed dobrych dwoch lat [opublikowany bodajze w lutym 2003], a aktualnie w produkcji sa kolejne epizody Alko Story II.


Alko Story
Epizod I: Dark Forces

Tego dnia wialo, padal deszcz, trzaskaly blyskawice, dzieci bawily sie w piorunochrony na dachach domów. Mimo to ulice Coruscant przemierzali dwaj rycerze Jedi- mistrz Yako i jego dawny uczen And'Aral. Obaj Jedi byli ubrani w szaro-kremowe tuniki i w stare plaszcze, które obecnie sluzyly im glównie do ukrywania piwa, które czesto pozyczali z hipermarketów nalezacych do Iwan Corp, Gunganskiej firmy, która po upadku Republiki kontrolowala prawie caly rynek alkoholowy.
Obaj Jedi weszli do Imperial Palace, przemierzyli korytarze pierwszego, potem drugiego i trzeciego pietra az doszli do wniosku, ze sie zgubili i trzeba bylo jechac winda, po negocjacjach weszli do windy i dojechali na ostatnie pietro- pietro Imperatora.
Drzwi rozsunely sie z sykiem ukazujac sale tronowa Palpatine'a.
- Wzywales nas Panie - oznajmil Yako.
- Zgadza sie - odpowiedzial Imperator.
- Cóz sie stalo?
- Zapewne wiecie, ze Gunganie sprawuja wladze praktycznie w kazdym zakatku Galaktyki powaznie szkodzac swojej konkurencji - Imperialnemu Monopolowi Alkoholowemu (I.M.A.), czyli oglednie mówiac nam. Maja duzo wyzsze naklady na reklame i przez to ich alkohole schodza z pólek duzo szybciej. Ostatnio na przyklad wynajeli jakiegos wariata z Dagobah, podajacego sie za mistrza Jedi Yode do reklamy wina Yaboll...
- Przeciez tylko my zostalismy - oburzyl sie And'Aral
- Gunganie maja wrodzona zdolnosc manipulowania opinia spoleczna - wyjasnil Yako.
- Taki maja dar przekonywania?
- Nie. Maja wynajetych ewockich skinów w kazdym wiekszym miescie - wyjasnil And'Aralowi Imperator - W kazdym razie Jackson doszedl juz do tego, ze w senacie maja za kilka dni glosowac nad zmiana oficjalnego jezyka na Gunganski równiez w naszym Imperium. Misa moj moj tym w...io... Sie znaczy... taki obrót spraw jest niekorzystny dla nas, zwlaszcza od kiedy Iwan Corp. przejelo Czarne Slonce a Xizor zostal nadwornym blaznem Andrzeja Zyto. Wedlug naszych szpiegów w Wiosce Gungan Jackson wraz z Joruusem i Thengelem* maja zamiar wskrzesic potege Starej Republiki oraz Jedi...
- Ale przeciez nie ma juz Jedi. Dobrze pamietam jak oblewalismy zwyciestwo w Wojnach Klonów i wszyscy spili sie Gunganskim spirytusem.
- Wszyscy to pamietaja. Jedi sie spili, Republika upadla a potem zaczely sie ataki Yuuzhan, teraz kiedy sily Armii Wyzwolenia Gungan podbily ziemie Yuuzhan nie ma czym sie martwic, ale jesli Jacksonowi uda sie wskrzesic Zakon Jedi...
-... Jedi beda chcieli przejac rezerwy IMA do produkcji nowych mieczy swietlnych. Rynek alkoholowy Imperium sie zalamie a Joruus, Jackson i reszta holoty beda mieli 100% udzialu. Ech, jeszcze dzis pamietam jak ten lysy Jedi, jak mu tam bylo... Mace Winda chyba, zabieral mlodym uczniom ich zapasy alkoholu do napedzania mieczy, zeby miec czym napedzac ten swój fioletowy, który potrzebowal prawie 90 procent Mocy, a tak grzal tylko Gunganski denaturat... Nic dziwnego, ze potem robil takie salta i wogóle biegal krokiem pijanego weza... Tak samo Yoda, ale tamten to druga skrajnosc, uzywal miecza bezalkoholowego, zeby miec wiecej materialów do napedzania samego siebie. Powoli odbieralo mu pamiec az zapomnial, ze zamówil armie klonów na Kamino, a potem bylo jeszcze gorzej... i wtedy doszlo do rozpadu Republiki - stwierdzil ze zgroza And'Aral.
- Wszystko dobrze pamietasz, And'Aralu. Zagrozenie jest, ale my sie na to nie zgodzimy.
- Czemu nie wyslesz Vadera do Wioski? - zainteresowal sie mistrz Yako
- Vader ma dosc wlasnych problemów od kiedy jakis schizofrenik z Tatooine powiedzial w programie Kuby Wojewódzkiego, ze jest jest jego synem.
- No tylko podeslac do takiego Jaxa z Kirem i po klopocie...
- Zglupiales, Mistrzu Yako? Jakby Jackson dostal o tym cynk i puscil to w media byl bym skonczony. Reputacja jest najwazniejsza... Poza tym jak tylko ten wariat to powiedzial zaraz zglosila sie do Polsatu jakas nastoletnia deliryczka z Alderaanu, która twierdzila, ze jest jego córka... Ech... i na tym pewnie nie koniec.
- Czy mamy wyruszyc do Wioski, Panie? - zapytal Jedi Yako.
- Nie, nie uwazam, zeby byla koniecznosc na takie ryzyko, na razie spróbujemy przejac udzial w rynku nalezacy do Rady.
- Panie zwaz swe slowa. Jackson jest najwiekszym autorytetem w Galaktyce, Joruus ma miliardy fanek, Andrzej Zyto to symbol seksu wszechczasów a Thengel to jeden najinteligentniejszych Gungan na swiecie.
- Zaufajcie mi - Imperator usmiechnal sie. - Zaufajcie. Po tym co odnajdziecie tam gdzie was wysle Rada juz sie nie podniesie... Vader da wam wszystkie informacje, jakie udalo mu sie wyszperac na publicznych FTP'ach.
Yako i And'Aral wyszli. Byli ostatnimi Jedi, ostatnimi gdyz tylko oni byli wtedy abstynentami. Kiedy Republika upadla i do wladzy w calej Galaktyce doszla Rada Wioski... wladza oczywiscie byla nieoficjalna, gdyz imperatorem w Imperium byl Palpatine, ale wiadomo chyba, ze kazdy kto ma dostep do wiekszosci akcji na rynku alkoholowym jest wladca absolutnym... W kazdym razie kiedy do wladzy doszla Rada i rozpoczely sie lapanki na niepijacych Yako i jego ówczesny uczen szybko zaadaptowali sie do nowych warunków, zwlaszcza dlatego, ze ich zuzyte plaszcze niewiele ustepowaly produktom Gunganskich domów mody menelskiej. Po latach znalazl ich Vader gdy podkradali piwo z Iwan Marketu- czyli byli przeciwko Gunganom - trzymali z Imperium. Przygarnal ich i postawil przed obliczem Imperatora. Palpatine zdziwil sie wielce, ze jeszcze jacys Jedi zyja, a tym bardziej, ze nadal posiadaja wzrok. Tak zostali Rekami Imperatora. Yako byl prawa, a And'Aral lewa. Byli najbardziej oddanymi slugami Imperatora. Oczywiscie znaleÄ˝li sie tacy co im zazdroscili. Pare dni temu jakis tam Thrawn stwierdzil, ze rak Imperatora jest wiele wiecej. Byl to naturalnie zwykly kant, gdyz jak Yako i And'Aral nieraz widzieli Palpatine ma tylko dwie rece.
*

Mistrz Yako i jego dawny padawan And'Aral staneli przed kwatera Lorda Dartha Vadera- Sitha. Sithowie byli przed tysiacleciami przyjaciólmi Jedi jednak wojna o morza etanolu na jednej z planet podzielila ich na wieki- i tak kiedy mistrzowie Jedi napedzali swe miecze denaturatem czy wódka (czy jak Yoda lub Qui-Gon Jinn, którzy uzywali mieczy bezalkoholowych by miec wiecej do napedzania samych siebie) Sithowie zepchnieci na margines musieli uzywac do napedzania mieczy cienkich winek swojskiej roboty. Gdy Sithowie jako tako wrócili do normy przestawili sie na wisniówke, to jednak bylo nieskuteczne, bo duza czesc tejze cieczy znikala podczas transportów. Uznano, ze jest zbyt malo zjednoczona z Moca i paruje, tak postanowiono uzyc Ciemnej Strony do skazenia spirytusu otrzymujac 100% denaturat koloru czerwonego. I takiego miecza Sithowie uzywali kolejne tysiace lat strzegac tajemnicy wyrobu denaturatu sithowego przed niepowolanymi. Niestety po dojsciu do wladzy Rady Armia Wyzwolenia Gungan rozpoczela prace nad 100% spirytusem...
Yako i And'Aral weszli do ogromnego pokoju Vadera. Sith siedzial w kacie przed monitorem swego komputera.
- No pokaz lordzikowi zderzaki skarbie - mruczal
- Ekhm - chrzaknal And'Aral.
- Czego. Nie widzi, ze samochód przez neta kupuje?-
- Imperator nas przyslal...-
- Ach wy po te namiary na nowy cel - Vader rzucil Yako dwa CD-ROMy (nie nie cygan, tylko plyty kompaktowe). - To sa dane na temat waszego celu. Wszystko jest napisane.
Powodzenia. A teraz idÄ˝cie sobie (slowa w wersji ocenzurowanej. W sumie to nawet nie wiem czy jest jakies slowo, którym mozna przetlumaczyc to ocenzurowane... A nie jest jedno, które Sidious ( ten z gwiezdne-wojny.pl) wypowiada jak zobaczy w skrzynce mail od Jacksona, wtedy mówi to idÄ˝ sobie, idÄ˝ sobie, a czasem to urzywa takich okreslen Jacksona, ze sam Iwan mdleje).

Koniec odcinka pierwszego.
Ciag dalszy nastapi (jak autor wytrzeĽwieje)

by Jackson and Anor [2003]
user posted image
Weso?y ?wir
0

#15 Użytkownik nie jest zalogowany   Dengar 

  • Man Without the Fear
  • PipPipPip
  • Grupa: Members
  • Postów 109
  • Rejestracja: Wed, 24 Aug 05

Napisano 06 September 2005 - 20:02

Dla tych, którzy czytali nowelizacje Tormentu. Juz wkrótce czesc druga :) Pierwsze starcie Pajaka z Jaszczurem :(



How long can any man figth the darkness before he finds it in himself .... Spider-Man 3
0

#16 Użytkownik nie jest zalogowany   Crov 

  • Stały bywalec
  • PipPipPipPip
  • Grupa: Members
  • Postów 501
  • Rejestracja: Tue, 23 Aug 05

Napisano 11 September 2005 - 13:04

Drodzy mili panstwo i panowie i panie. Cztery dni spóÄ˝nienia jednak plakat reklamowy pojawia sie caly i zdrowy! Narysowany przez Crova i pokolorowany przez Jacksona! Oh ah uh! Yeah! ...Listek mi nie wyszedl... No w kazdym razie jest fajnie. To tyle... Do zobaczenia za miesiac przy nowym rysunku. :]

Dołączona grafika
0

#17 Użytkownik nie jest zalogowany   Jackson 

  • Lokalny Gunganin
  • PipPipPipPip
  • Grupa: Members
  • Postów 410
  • Rejestracja: Wed, 24 Aug 05
  • Location:Wioska Gungan

Napisano 11 September 2005 - 13:10

Nooo... Koloryy cudneee
user posted image
Weso?y ?wir
0

#18 Użytkownik nie jest zalogowany   innuendo 

  • Philologist
  • PipPipPipPip
  • Grupa: Moderator
  • Postów 679
  • Rejestracja: Wed, 24 Aug 05
  • Gender:Female
  • Location:Warsaw

Napisano 13 September 2005 - 09:14

Dobra. Troszeczke mojej twórczosci. Odgrzebane z nicosci

Prolog
Ameryka
Tracy Suarez jest zwyczajna, mloda policjantka. Kiedy trzeba zaklada cienki, pajeczy kostium i frunie przez miasto trzymajac sie lepkiej pajeczyny. Gwoli wyjasnienia Tracy nie ukasil zaden radioaktywny pajak. Swoje zdolnosci zawdziecza kostiumowi i latom intensywnych cwiczen. W tej wlasnie chwili sciga szalenca o pseudonimie Rhino. Jest to 332 kilogramowy glupek ubrany w skóre nosorozca z ogromnym rogiem na glowie.
- Stój!
- Odczep sie!
Rhino próbuje trafic ja rogiem. Spider-Girl robi unik i strzela w jego twarz pajeczyna. PóÄ˝niej wymierza mu kopniaka.
- Ala z czego ty jestes zbudowany, z marmuru?- Kobieta lapie sie za noge. Rhino przywalil jej w twarz. Tracy zamroczylo. Próbuje wstac.
- Zginiesz!- Warknal i przymierzyl sie do ciosu rogiem.
- Zostaw ja, bo bedziesz mial do czynienia z Master Plannerem!

TRACY POZNAJE MASTER PLANNERA
- Co jest doktorku?- Spytal Rhino
- Dziwne, czyzby mój przyjaciel Spider-Man poszedl na emeryture?- Zdziwil sie mezczyzna
- Tez sie dziwie, bo przez niego musze latac w tym oblesnym kostiumie- POwiedziala Spider-Girl, kiedy doszla do siebie
- NIe obchodzi mnie kim jestes panienko. OdejdÄ˝ stad ja sie juz nim odpowiednio zajme- POwiedzial MP
- NIe moge stad odejsc, bo jestem w pracy- Powiedziala kobieta. Na dachu wyladowal smiglowiec. Rhino wszedl do srodka.Tracy strzelila pajeczyna w twarz MP.
- Moje okulary!- Krzyknal
- Mówilam, ze Rhino jest mój- POwiedziala i skoczyla w strone smiglowca. Mezczyzna sciagnal okulary i strzelil do niej z laserowego pistoletu. Tracy upadla.
- Jeszcze mi podziekujesz. Bal karnawalowy juz dawno sie skonczyl- Powiedzial i popatrzyl na nia brazowymi oczami. KObiecie serce mocniej zabilo. Zarumienila sie. ¦miglowiec odlecial, a Tracy wrócila do domu.
*************
- Master Planner, Master Planner hmm nie ma tu takiego. Virbo slyszales o kims takim, jak MP?- Spytala Suarez
- Kolejny zamaskowany swir?- Spytal szczuply chlopiec
- Oj tam od razu zamaskowany swir- Zachnela sie Tracy
- Siostra lepiej mi powiedz, czy wygodnie ci w stroju Spider-Girl- Powiedzial Virbo
- Chce zeby SPider-Man sie opamietal i wrócil, bo mnie ta robota nie bawi- Powiedziala
- No widzisz nie chcialas, zebym ci pomagal jako Spider-Boy- Usmiechnal sie chytrze chlopak
- I dalej nie chce. Ganianie szalenców takich jak Rhino to nie zajecie dla trzynastolatka. Szoruj do lekcji- POwiedziala kobieta
- Jeszcze mnie bedziesz prosic, zebym ci pomógl- Rzucil Virbo i poszedl do siebie
- A to smarkacz jeden- Skrzywila sie Tracy.
*************
- Mówisz, ze Spider-Man ma zastepczynie?- Spytal Kingpin
- Sam ja widu- Powiedzial Rhino
- NIe brzmi to ciekawie- POwiedzial grubas
- I Otton ja znajet i zycie jej darowajet- Kontynuowal Rhino
- Octavius chodÄ˝ tu!- Krzyknal mezczyzna
- Nie slyszy. Moze doktorek radia sluchajet- Powiedzial. Kingpin poszedl do jego pokoju.
- Dlaczego nie przychodzisz, jak cie wolam?!
Mezczyzna podszedl blizej
- O mój Boze co ci jest?!
Octavius ociekal krwia. Mial caly rozorany brzuch
- K**** mac nie moge wyciagnac ramion! Zrób cos!!!
- Kroplówke!- Krzyknal Kingpin
- Nie chce morfiny! Niech przyniosa spray do zabliĽniania ran- Denerwowal sie Otto
- Jak chcesz. Spray do ran!
- Ala!!- Wrzeszczal Octavius podczas zabiegu. Musialo go trzymac kilkanascie osób
- zrobisz cos dla mnie?- Spytal Kingpin, gdy juz bylo po wszystkim.

ZGADNIJCIE KTO WRÓCIL?
- " Suarez zglos sie "- Odezwal sie pager Tracy.
- Odbiór- Powiedziala kobieta
- " Kolejny swir przemierza Nowy York niszczac wszystko dookola "
- W porzadku juz tam lece- Powiedziala
' To zadanie dla Spider-Girl! '- Pomyslala i przebrala sie. Potem uniosla sie na pajeczynie nad miastem
******************
- Super. Mam tu stac i czekac na jakas superbohaterke. Tentakle odmówily posluszenstwa i jestem zdany jedynie na pistolet laserowy- Mówil sam do siebie Octavius
- czekasz na mnie? To mile z twojej strony
- Parker?! To nie mozesz byc ty- Powiedzial Otto
- To musze byc ja i to jestem ja- Powiedzial Spider-Man
- Nie czekam na ciebie- Powiedzial mezczyzna
- O widze, ze nie masz swoich ramion. Jakze mi przykro. Skoncze z toba raz na zawsze!- Powiedzial S-M
- Jestem swirze- Powiedziala Spider-Girl ladujac na dachu
- Kimkolwiek jestes, odejdÄ˝ stad- Powiedzial Parker
- O nie mój drogi, to ja dostalam wezwanie- Sprzeczala sie Tracy. Spider-Man rzucil sie w strone Master Plannera. Octavius strzelal do niego z pistoletu laserowego.
- Po jaka cholere mnie tutaj wezwali- Zloscila sie Suarez. Parker obiema nogami kopnal przeciwnika w brzuch. Otto stracil przytomnosc. Z powrotem otworzyly mu sie rany na brzuchu.
- Pora to skonczyc- Powiedzial Spider-Man i podszedl do mezczyzny. Tracy wystrzelila w jego strone pajeczyne.
- No swietnie i taki z ciebie wspanialy bohater? Czy nie widzisz, ze byl ranny, jak tu przyszedl?- Zloscila sie
- Dobra ja spadam. Dokoncze to innym razem- Powiedzial Parker i skoczyl z dachu
- Lotr, nie bohater- Powiedziala kobieta i podeszla do Octaviusa
' Ze tez to musi byc mój wybawca '- Pomyslala. Zbadala mu puls. Kiepsko. Tracy zabrala sie do udzielania pierwszej pomocy. Przynajmiej tego dobrze ja nauczyli. Nastala kolei na metode usta-usta. Suarez sciagnela mu okulary i zlaczyla z nim swoje usta. Zdawalo jej sie, ze mezczyzna lekko drgnal. Kobieta zaczela uciskac jego tors. Otto odzyskal przytomnosc i zlapal ja za rece
- Co do diabla?!- Krzyknal i wyrwal sie
- Potrzebna jest ci pomoc. Straciles duzo krwi- Powiedziala
- Poradze sobie, a ty stad zmykaj póki nie strace nad soba kontroli- Powiedzial Octavius
- Nie traktujecie mnie powaznie. Jestem nowa superbohaterka, czy tego chcecie, czy nie- Zezloscila sie Tracy
- Masz jakis srodek przeciwbólowy?- Spytal mezczyzna
- Mam cos lepszego, tylko obiecaj, ze mnie nie zabijesz- Powiedziala kobieta
- Zabije cie masz to jak w banku- Odparl Otto
- Wiedzialam, ze sie dogadamy- Rzucila Suarez i podeszla do niego. Przytulila sie do mezczyzny
- Wiesz nie chce nic mówic, ale nie jestem odporny na kobiece zaloty i moge ci zrobic krzywde- Powiedzial
' Tylko w domu prosze ' - Pomyslala Tracy i namietnie go pocalowala. Potem psiknela w niego gazem usypiajacym
' A teraz do domu '

SPIDER-GIRL MA WOLNE, CZYLI TRACY W CYWILU
- Virbo pomóz mi. Posciel lózko w moim pokoju- Poprosila Tracy
' Nie wiem co mi strzelilo do glowy przyprowadzajac go tutaj ' - Pomyslala
- Siostra lózko juz gotowe!- Krzyknal chlopiec
- Dobra, teraz musze go wniesc po schodach- Powiedziala sama do siebie. Wziela go na plecy. Bylo jej niewygodnie, bo mezczyzna byl wyzszy i ciezszy. W koncu udalo jej sie wniesc i polozyc go na lózku
- Virbo mozesz przyniesc apteczke?- Spytala kobieta
- Siostra ty mnie poprostu wykorzystujesz- Powiedzial smutno Virbo i przyniósl jej apteczke
- Teraz trzeba sciagnac mu koszulke- Powiedziala Tracy
- To juz sama zrób, bo boje sie, ze cos mu zrobie- Powiedzial chlopak
- W miescie byl Spider-Man- Powiedziala i robila opatrunki Octaviusowi
- Naprawde! Siostra lece do miasta- Ucieszyl sie Virbo
- Tylko uwazaj na siebie- Powiedziala kobieta
- No i zostalismy sami. Jka zwykle do mojej walki ktos musial sie wtracic- Powiedziala sama do siebie Tracy
****************
2 Godziny póÄ˝niej:
- Virbo nie musisz mnie glaskac. Juz wstaje- Powiedziala, kiedy lekko przysnela
- Tsk, czy wygodnie ci bylo spac z glowa na moim torsie?
- ....- Tracy zamurowalo
- Co ja tu do cholery robie?!- Zloscil sie Octavius
- Mój brat znalazl cie w miescie- Tlumaczyla sie kobieta
- Czy wiesz, kim ja jestem?- Spytal juz spokojniej
- Nie- Odpowiedziala Tracy
' Tak wiem kim jestes '- Pomyslala
- To dlatego mi pomoglas- Powiedzial mezczyzna
- Brat przyniósl cie rannego- Powiedziala
- Hmm uratowalas mi prawdopodobnie zycie, wiec nie zabije cie. A co bys powiedziala, gdybym zafundowal ci wycieczke do mojego domu?- Rzucil Otto i zlosliwie sie usmiechnal. Kobieta udala przerazenie
- Queens to piekna dzielnica, zobaczysz- Dodal i zlapal oburacz jej rece
- Pusc mnie!- Tracy próbowala sie wyrwac. Mezczyzna wykrecil jej rece do tylu i przycisnal do pleców
- Ala, juz dobrze. Nie musisz mi wykrecac rak pakerze- Jeknela kobieta. Zalowala, ze przyprowadzila go do domu
****************
- Nareszcie domek. Ide wziac prysznic skarbie. Nie próbuj uciekac, bo mój " pajeczy system alarmowy "cie usmazy. Acha, nie mam telefonu. Rozgosc sie, jak u siebie- Powiedzial Octavius po przybyciu do domu
- Super idziesz sie pluskac w wodzie, a ja mam tu siedziec i co?- Zloscila sie Tracy
- Poogladaj sobie telewizje, posluchaj radia. No nie wiem. Zabralbym cie ze soba, ale jestem wstydliwy- Rzucil i poszedl do lazienki. Kobieta pod jego nieobecnosc próbowala wydostac sie z domu. Gdy tylko wychylila glowe obok niej powstala dziura
' Super '- Pomyslala
***************
45 minut póÄ˝niej:
- Kapiel dobrze czlowiekowi robi- Rzucil wesolo Otto. Tracy popatrzyla na jego bialy szlafrok. Mezczyzna mial na glowie kaptur od szlafroka, a mimo tego nie sciagal okularów
- Myles glowe? - Spytala
- Mylem. wiesz skarbie, jak to jest w wiezieniu. Wszy i inne takie- Odpowiedzial. Kobieta spojrzala na niego z ukosa
- Gdzie mam spac?- Spytala
- ¦pij na dole. Jest cieplej i ciszej- Powiedzial Octavius i wzial gleboki oddech
- Nie chce nic mówic, ale nie ufam ci- Powiedziala Tracy
- To nie spij- Rzucil Otto i poszedl na góre
- ¦pij dobrze- Odpowiedzial mezczyzna
' Jezeli wogóle zmruze oko '- Pomyslala
*****************
1 w nocy:
- Tssk!
Otto wyskoczyl z lózka. Jego cialo ociekalo potem. Mezczyzna krzyczy i dewastuje pokój.
- O mój Boze, zostaw mnie!
- odejdÄ˝, zostaw mnie!
Na góre wpada obudzona Tracy
- Co sie dzieje?!
- Boze juz mam tego serdecznie dosc- Octavius rozkleja sie i siada pod sciana. KObieta siada obok
- Zraniles sie w reke- Powiedziala
- Zagoi sie. Boze jestem taki samotny. Jak tylko klade siedo lozka i zgasze swiatlo, to nawiedzaja mnie ciagle te same koszmary- Glos mu drzal
- Nie jestes samotny. masz mnie- Powiedziala Tracy i spuscila wzrok
- Kurcze porwalem cie, a ty co? Zamiast wrzeszczec i kopac zakochalas sie we mnie?- Zdziwil sie Otto
- Sluchaj spróbuj usnac, a ja zostane przy tobie- Powiedziala kobieta zmieniajac watek
- Nie rób tego glupstwa i nie wiaz sie ze mna. Ja wiekszosc zycia spedzam w najpilniej strzezonych wiezieniach swiata- Powiedzial Octavius i wrócil na lózko. Potem zamknal oczy
- To moja sprawa, czy podejme sie ryzyka zwiazku z toba. A tak wogóle, to jak masz na imie?- Spytala Tracy
- Otton Gunther, a ty?
- Tracy Suarez, nowa sierzant w policji Nowego Jorku- Przedstawila sie. Mezczyzna zaczal sie jej pilnie przygladac
- ¦wietnie, moglas mi to powiedziec zanim cie tu przyprowadzilem
- Nie bój sie, nie wydam cie- Powiedziala kobieta i polozyla reke na jego dloni
- Jezeli twoje pobudki sa szczere, to Bóg cie mnie zsyla- Powiedzial Otto i na powrót zamknal powieki. Usnal. Tracy ogarniala sennosc. Uklekla kolo lózka i oparla glowe na lózku. Caly czas trzymala mezczyzne za reke
' ¦lini sie, jak male dziecko '- Pomyslala i usmiechnela sie pod nosem. Potem uzsnela
*******************
' Kurcze juz póÄ˝no w nocy, a mojej siostry nie ma. Ba! Juz ranek nadchodzi. Specjalnie wyslala mnie do miasta, zeby pójsc gdzies z tym mezczyzna. Ech, nie rozumiem jej czasami. Jest bardziej roztrzepana niz ja '- Pomyslal Virbo
http://pustamiska.pl klik!

<a href="http://bluesbrothers.deviantart.com" target="_blank">Moje dzielka :) </a>
0

#19 Użytkownik nie jest zalogowany   Jackson 

  • Lokalny Gunganin
  • PipPipPipPip
  • Grupa: Members
  • Postów 410
  • Rejestracja: Wed, 24 Aug 05
  • Location:Wioska Gungan

Napisano 17 September 2005 - 17:10

Nie mozemy zapominac o arcydziele
http://www.spider-man.pl/galeria.ph...anart/umuII.jpg
user posted image
Weso?y ?wir
0

#20 Użytkownik nie jest zalogowany   zygmoont 

  • Zlatan Ibrahimović
  • PipPipPipPip
  • Grupa: Members
  • Postów 386
  • Rejestracja: Wed, 24 Aug 05
  • Location:k. ?odzi
  • Interests:Wszystko po trochu :D

Napisano 17 September 2005 - 21:07

Użytkownik Jackson dnia Sep 17 2005, 19:10 napisał


A ja wciaz czekam na moja nagrode...

P.
- Dlaczego Scarlet Spider tak nienawidzi BatCave?
- A kto gotham wie...

by Ares_Real
Weso?y Szpital - fotografia pami?tkowa
0

Udostępnij ten temat:


  • 8 stron +
  • 1
  • 2
  • 3
  • Ostatnia »
  • You cannot start a new topic
  • You cannot reply to this topic

1 User(s) are reading this topic
0 members, 1 guests, 0 anonymous users